Własnoręcznie wykonany prezent świąteczny DIY. Made with love.

Święta – kojarzą mi się z zapachem pomarańczy, cichą ulicą przykrytą pierzyną białego puchu, dźwiękiem kolęd w tle. Spokojem, wyciszeniem, odpoczynkiem. To za takimi świętami tęsknię i takich świąt szukam. W tym roku postanowiłam nawet nie przechodzić obok centrów handlowych, bo to całe szarpanie zmysłów przez jaskrawe kolory, psychodeliczny rytm światełek, mieszanina dobiegających zewsząd  dźwięków, zdenerwowanie ludzi pędzących w gorączkowym poszukiwaniu "idealnego" prezentu, zestresowanych, poirytowanych, wiecznie spieszących się.... wszystko to jakoś nie pasuje mi do obrazu świąt z czasów dzieciństwa, przechowywanego pieczołowicie w zakamarkach pamięci.

Lepiej trochę zwolnić i zacząć celebrować wyjątkowość tego czasu tak, żeby poczuć jego magię, a tej nie znajdzie się w rozszalałym tłumie. Naturalne jest, że chcemy podzielić się radością z kimś bliskim, podarować mu coś na pamiątkę, albo tak po prostu, bo lubimy, bo kochamy. Niech to będzie drobiazg, ale wyjątkowy. Uwielbiam rękodzieło. Jest przecież tylu zdolnych artystów, rzemieślników i pasjonatów, którzy tworzą unikatowe i piękne rzeczy.  Sama szyję ubrania, więc wiem, ile pracy i serca wkłada się w ręcznie robione przedmioty. Takie cudeńka „handmade”, nad którymi ktoś się pochylił z czułością i dbałością, włożył swój czas, umiejętności i mnóstwo uczucia, są dla mnie najpiękniejszym prezentem.

Ponieważ ubrania to moja, choć wyjątkowa, ale jednak codzienność, postanowiłam tym razem zrobić coś innego, coś słodkiego i pysznego, coś smakowitego także dla oczu. I może trochę nierówne te pralinki, może gdzieniegdzie wylała się czekolada, osypały migdały, ale na pewno są jedne jedyne w swoim rodzaju – od roztopionego masła w rondelku posypanego gorzkim kakao, po własnej produkcji skórkę pomarańczową. No, może srebrne groszki zostały kupione w sklepie, ale takiej błyskotce trudno było się oprzeć:) ... Pudełko związane sznurkiem, karteczka z pięknym, choć mniej znanym wierszem Josepha von Eichendorffa, wysuszony bursztynowy krążek pomarańczy... „w zamyśleniu, uliczkami, idę, tuląc świętość Świąt”... i tworzy się Magia...

xmas_gift_01

Czytaj całość

Moda na Halloween, czyli strach i groteska w stylu high fashion.

chanel-pumpkin

Upiory, wampiry, kościotrupy, wiedźmy, postacie znane z horrorów i popkultury, przebrania różnej maści i w różnej konwencji, czasem straszne, częściej zabawne, a nawet prześmiewcze – tak wygląda współczesna maskarada, święto duchów i strachu przeplatanego ze śmiechem. Obecnie Halloween jest silnie skomercjalizowane i ma czystko rozrywkowy charakter, jednak jego początki sięgają czasów starożytnych i są związane z odwiecznymi fascynacjami człowieka śmiercią i tym, co niepoznawalne.

Czytaj całość

Moda na ludowo, czyli kulisy wiejskiej sesji ze zwierzętami.

Zwierzęta i moda, wiejskie klimaty, folk w stylu high fashion - od dawna po głowie chodził nam ten temat. Razem z Martą i Kasią długo szukałyśmy odpowiedniego miejsca.  Marzyło nam się gospodarstwo, takie prawdziwe, z kurami, kaczkami, ze stodołą i stogiem siana. I żeby nie było takie... wygładzone, uporządkowane, czyściutkie i sztuczniutkie. Chciałyśmy chaosu, ludowego żywiołu, naturalności i prawdziwości. Jednak znaleźć coś takiego wcale nie było tak łatwo...  Ale się udało, dostałyśmy "namiary" na gospodarstwo, gdzie podobno miały być "pawie, kury, gęsi, ze sto królików, mnóstwo kotów i ..... jeden gruby pies";).

Kiedy dotarłyśmy na miejsce, to, co zobaczyłyśmy przerosło nasze najśmielsze oczekiwania! Miejsce - bajka, ale taka nieokrzesana, żywiołowa, z mnóstwem różnych, różniastych, czasem dziwnych, trochę magicznych przedmiotów: starych lamp, luster w zaroślach, starych dużych klatek dla papug, porozrzucanych stert liści kapusty, wideł, taczek, wiejskich wiader na mleko, słowem - wszystkich atrybutów wiejskości o jakich można tylko pomyśleć. A zwierzęta! Przyznam, byłybyśmy szczęśliwe, gdyby było chociaż jakieś małe stadko kur. Tymczasem objawiło nam się całe bogactwo ptasiego, i nie tylko, inwentarza: wspomniane kury, ale też stado gęsi, indyków, kaczek, ozdobnych gołębi, perliczek, bażantów, a nawet pawi. A królików było nie sto, ale chyba z dwieście. I rzeczywiście były koty i kociaki, którym żyje się tutaj jak u pana boga za piecem.

Wszystko to okazało się prawdą, i był nawet "jeden gruby pies" - Misiu, piesek baryłka na króciutkich nóżkach z roześmianą mordką, który towarzyszył nam na każdym kroku - niewątpliwa gwiazda tego pięknego dnia, w pięknym otoczeniu, wśród zieleni, kwiatów, zwierząt, z cudownymi ludźmi i wspaniałymi gospodarzami, dzięki którym mogły się odbyć te zdjęcia:)

Tutaj można zobaczyć efekty sesji, zapraszam.

countryside_02

Czytaj całość

Baśniowa sesja.

fairy_tale_01

Rozechwiały się szumne gałęzi wahadła
Snem trącone! Wybiła Zielona Godzina!
Wynijdź, lesie, z swej głębi, ty nasz i nie nasz!

Czyjaż dusza w twe gąszcze znowu się zapadła?
Czyjaż twarz się strumieniom twoim przypomina ?
Jeszcze moja przed chwilą już niczyja twarz...

(Bolesław Leśmian, Zielona Godzina)

Opowiem Wam bajkę.... A właściwie baśń, bo ta historia nie kończy się dobrze. Wśród zieloności dziewiczego, prastarego Lasu, niczym rusałka lub leśna nimfa, kroczy dziewczyna. Młoda, piękna, pełna życia i nadziei. Las mami ją swą cudownością, promieniami słońca, kolorem drzew i kwiatów. Dziewczyna zapomina o całym świecie i pogrąża się w Naturę, mistyczną, potężną, wszechogarniającą. Las upomina się o jej duszę, chce, żeby pozostała w nim na wieki... „Oddać lasom co leśne” - rozbrzmiewa echem nad skrzącą się taflą jeziora... Nagły krzyk, wianek porzucony na drodze... trzepot skrzydeł spłoszonego ptaka, okręgi na wodzie... sen...

Dziewczyna odradza się w zieloności Lasu, jak mroczna zjawa, odtąd będzie strzegła jego tajemnic, na zawsze...

Czytaj całość

Leśne opowieści – kulisy baśniowej sesji

To był niesamowity dzień, jeden z takich, które się długo pamięta. Przygoda! Chwilami czułyśmy się jak w magicznym prastarym lesie, w którym kryje się tajemnica....miało się wrażenie, że za chwilę zza drzew wyskoczy jakiś elf lub inne fioletowowłose cudo....;) Było i tak, że leśna sesja przypominała prawdziwy obóz przetrwania: przedzieranie się przez gęste chaszcze, pokrzywy, mokradła, walka z komarami, lodowata woda, wspinaczka, balansowanie na konarach spróchniałych drzew. Było nawet dramatycznie: kiedy to kalosze zostały nieomal wciągnięte przez bagnisty muł! (razem z modelką oczywiście). A chwilami było iście sielankowo: wygrzewanie się na łące w słońcu, wśród kwiatów koniczyny, plecenie wianków.... Ale najczęściej to było bardzo wesoło i kreatywnie. Zmęczone, acz szczęśliwe, powróciłyśmy do domów, aby znów snuć plany nowych opowieści:)

Efekty sesji

kulisy_las_01

Czytaj całość

Wiosenna sesja w kwitnącym sadzie

Znowu czary, znowu magia. Miało padać, miało być pochmurnie, tymczasem jakimś cudem się przejaśniło i nawet na chwilę wyszło słońce. Piękny dzień w magicznym sadzie. Spokojnie, sielankowo, blisko natury. Kwitnące drzewa wiśniowe, wszechogarniające morze drobnych białych kwiatków, i ten odurzający słodki zapach... Zdjęcia wśród kwiatów, łąk i śpiewu skowronków. Taka sesja marzyła mi się od dawna... W końcu się udało! Trochę romantyki i rozmarzenia... delikatne koronki, falbany, kwiatowe motywy, przezroczyste szyfony, dziewczęce fryzury i subtelny make up. Wiosenne przebudzenie. Efekty sesji do obejrzenia tutaj.

ciuchosza_sad2

Czytaj całość

Był sobie król, Był sobie paź i była też królewna…

"Du är min drottning" ("Jesteś moją królową") - to mroczna baśń, cicha kołysanka śpiewana delikatnym głosem o strasznych historiach. To ponura opowieść, która nagłym dysonansem przeszywa pozornie harmonijną i spokojną rzeczywistość. Powoduje ostre napięcie, zgrzyt, wnika w podświadomość, jest alogiczna i niespodziewana, jak deszcz padający z błękitnego nieba w promieniach słońca. Świat jest jasny, cudowny, kolorowy... tylko to wewnętrzne napięcie kryjące się w pozornie statycznych pozach... Za pięknymi kadrami kryje się cichy krzyk, niepokój i przerażająca prawda...

Nikt nie opowiada tak baśni jak Marta Streng (fot.), nasze stylizacje "ukoronowała" bajkową fryzurą Katarzyna Ilecka (hair), aktorsko pozowali: Agnieszka Kostjan i Michał Gwizd.

Czytaj całość

Mglista sesja

 „They don’t care about us” (kulisy)

a zaczęło się od fryzury nie mieszczącej się w samochodzie:)

Czytaj całość

Tiulowa sukienka, jak mgła

sesja pt. "They don't care about us"

„To wszystko czego chcę, to wszystko czego mi brak, to wszystko czego ja nigdy nie będę miał... Otwórz oczy zobacz sam, przed nami mgła...” (Myslovitz, Dla Ciebie)

To był przepiękny jesienny dzień. Błękitne niebo, cudowne słońce... Jasno, pogodnie, pozytywnie. Po prostu idealnie. Ale nie dla garstki bardzo osobliwych ludzi, którzy w ten dzień marzyli o chmurach, ponurym nastroju, szarości. No ale trudno. Zdjęcia już zaplanowane, będziemy próbować...

Wyprawa nad morze w poszukiwaniu miejsca, o którym słyszeliśmy, że podobno istnieje, podobno gdzieś jest, ale nie do końca wiadomo gdzie. Tylko kilka "mglistych" wskazówek.... Najpierw schody wgłąb zbocza, potem dłuuuga przeprawa po stromych kamieniach  przy brzegu. W końcu dotarliśmy do celu... Rozbiliśmy "obozowisko rozbitków", czyli standardowo: siatka z Ikei pełna ciuchów, torby, ubrania porozwieszane na krzakach - wyglądało to jak rzeczy wyrzucone przez morze. No i gorąca herbata na czarną godzinę, bo w końcu to już jesień, a stylizacja dość roznegliżowana, modelce może być (delikatnie mówiąc) trochę zimno...

Wszystko gotowe, można robić zdjęcia.

I nagle! jak gdyby rzucona jakimś tajemniczym urokiem (do dzisiaj podejrzewamy o to naszą rudowłosą Fotograf;) pojawiła się Mgła! Nadeszła niespodziewanie, w jedną sekundę spowiła brzeg, niebo, morze... Zrobiło się nastrojowo, mrocznie, trochę upiornie... Żartowaliśmy, że to na zamówienie, ale każdy gdzieś w głębi duszy na pewno odczuł jakiś dziwny niepokój... Widać Gdynia też ma swój własny Trójkąt Bermudzki!

Zaczęło się niewinnie, słonecznie, a finał sesji fotograficznej przeistoczył się w tajemniczą historię, spowitą pajęczyną zapomnienia, smutną słodyczą melancholii... Zaczarowane zdjęcia, zaczarowany jesienny dzień...

Czytaj całość

Kiedy przyjdzie wiosna..

Wiosna – w tym roku jak nigdy dotąd, wypatrywana, wytęskniona, upragniona... Zawsze przychodziła niezauważenie, naturalnie. Nawet się za bardzo o niej nie myślało. Po prostu stawało się tak jakoś ładniej, weselej, bardziej optymistycznie. Nagle pojawiały się nowe kolory, dźwięki, zapachy. Ludzie zaczynali częściej się uśmiechać i nie drażnił już tak bardzo ani tłok w autobusie, ani kolejka w sklepie, czy to, że znowu trzeba było rano wstać...

Wiosna to kwiecista łąka, zielone pąki drzew, słońce, śpiew ptaków. To koronki i bawełniane ażurkowe swetry. To dzieciństwo i marzenia. To małe żółte kwiatki, ptaki zbierające gałązki na gniazda, pierwsze motyle, to dmuchawce, latawce, wiatr... To nostalgia stylu vintage połączona z pragnieniem tego, co nowe... nowa energia, nowe szanse, nowe życie...

I może to sentyment wywołany długim oczekiwaniem na wiosenne przebudzenie, taka chwilowa romantyczna niepoczytalność.... a może zwyczajnie: nie należy wypierać się poczucia piękna i cynicznie mówić, że to zbyt słodkie, zbyt infantylne, zbyt rozmarzone? Pozwólmy sobie zatem na chwilę zapomnienia, powróćmy do czasów dzieciństwa, do długich godzin spędzonych na dworze z podwórkowymi przyjaciółmi. Do zabaw w ogrodzie, czy na łące, gdy biegło się przed siebie, śmiejąc się bez powodu. Kiedy dzień mijał na łapaniu bożych krówek i robieniu wianków ze stokrotek...

"Myślę sobie, że

Ta zima kiedyś musi minąć

Zazieleni się

Urośnie kilka drzew..." (Voo Voo Nim stanie się tak jak gdyby nigdy nic)

Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie ta piosenka, nucąc ją pewnie podświadomie próbuję przywołać wiosnę i odczarować zimową szarzyznę. Niech te moje wiosenne inspiracje będą czymś w rodzaju symbolicznego „topienia Marzanny” - przepędzeniem długiej, przedłużającej się do granic możliwości zimy. Może uda się sprawić, że w końcu zaświeci cieplej słońce i zakwitną pąki drzew ?:)

Czytaj całość

Strona 2 z 3 1 2 3